Bodzentyn został założony w połowie XIV wieku przez biskupa Krakowskiego Bodzantę Jankowskiego jako miasto duchowne należące do dóbr biskupa krakowskiego. Swój charakter zachował do 1789 roku do czasu zlikwidowania dóbr duchownych i przejęcia ich na skarb państwa.
W okresie tym na terenie Bodzentyna nie zamieszkiwała żadna rodzina żydowska. Pierwsi Żydzi osiedlili się dopiero w 1792 roku. Działo się tak dlatego, że Bodzentyn jako miasto biskupie, posiadał przywilej „de non tolerandis Judeis” wzbraniający osiedlania się Żydom w miasteczkach kościelnych. Osiedlali się przeto w okolicznych wioskach ( Leśna, Wzdół, Psary, Dąbrowa, Bronkowice) dzierżawiąc folwarki, karczmy, rozwijając handel. W 1820 roku w Bodzentynie mieszkało 1100 mieszkańców, w tym 47 starozakonnych ( pomimo zakazu nabywania przez nich nieruchomości). Liczba ta szybko rosła bez względu na antyżydowską politykę caratu. W ciągu 95 lat ( do 1915 roku) liczba Żydów w Bodzentynie wzrosła 36 –krotnie ( wynosiła 1710 ), zaś w tym samym czasie liczba chrześcijan wzrosła 2-krotnie (wynosiła 2090 ). Społeczność żydowska zamieszkująca osadę w XIX wieku działała bardzo prężnie i dobrze radziła sobie z niezadowolonym mieszczaństwem polskim.
Jeszcze w 1834 roku Żydzi stanowili w Bodzentynie około 20℅ handlujących, ale w drugiej połowie wieku procent ten zaczął bardzo szybko wzrastać, aż handel i rzemiosło, a tym bardziej przemysł, opanowali prawie całkowicie.
Poza handlem Żydzi uczestniczyli w innych dziedzinach życia gospodarczego. Prowadzili jedyną w Bodzentynie garbarnię, założyli pierwszą wytwórnie wód gazowanych, byli właścicielami młynów i tartaków, prowadzili księgarnię ze sprzedażą książek rosyjskich, polskich i niemieckich. Opanowali takie zawody jak felczerzy i cyrulicy. Jednym z najbardziej przedsiębiorczych Żydów w XIX wieku był Chaim Silberberg. Organizował wiele prac na rzecz swoich współwyznawców.
Początkowo Żydzi z Bodzentyna należeli do okręgu bożniczego w Szydłowcu i tam musieli wozić swych zmarłych, co buło bardzo uciążliwe. Zaczęli się starać o utworzenie osobnego okręgu bożniczego w Bodzentynie. Władze rosyjskie w 1867 roku wyraziły zgodę na założenie okręgu bożniczego oraz cmentarza – Kirkut został założony na tzw. Krakowcu na gruncie wydzielonym z gruntów należących do księży mansjonarzy.
Przy ulicy Kieleckiej pobudowano łaźnię z częścią rytualną tzw. mykwą, która przetrwała do okresu międzywojennego. Pierwszy dom modlitwy znajdował się przy Rynku Górnym, a po jego spaleniu wybudowano nowy przy ulicy Wesołej. Wybudowana z wielkimi kłopotami bożnica uległa spaleniu podczas wielkiego pożaruBodzentyna w 1917 roku, ale po odbudowaniu przetrwałado likwidacji getta w1942 roku, kiedy została spalona i zburzona.
Wraz z tworzeniem zrębów okręgu bożniczego w Bodzentynie postanowiono zadbać o oświatę. Ponieważ Żydzi nie mieli prawa posyłać swoich dzieci do szkoły początkowej dla chrześcijan, powołano własną szkołę tzw. cheder , w którym nauczał mełamed. Pod koniec XIX wieku działały 4 chedery do których uczęszczało 50 chłopców i 15 dziewcząt. Od 1912 roku dzieci żydowskie i chrześcijańskiewspólnie korzystały ze szkoły początkowej.
W XX wieku stosunki polsko-żydowskie zaczęły się poprawiać. Długotrwałe wspólne funkcjonowanie odmiennych kultur wydało pierwsze owoce: w skład miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej weszło 15 Żydów, a pierwsza spółdzielnia „Nadzieja” (1909 rok)działała w oparciu o kapitał mieszany. Różnice kulturowe i obyczajowenie pozwalały na większą asymilację Polaków i Żydów, ale obie grupy funkcjonowały obok siebietworząc charakterystyczny typ miasteczka polsko-żydowskiego. Bodzentyńscy Żydzi nie ograniczali się tylko do działalności gospodarczej. Organizowali się w odpowiednie związki, propagowali oświatę wśród dorosłych, organizowali kursy dokształcające, prowadzili bibliotekę z księgozbiorem języku żydowskim oraz organizowali przedstawienia teatrów amatorskich.
W latach międzywojennych istniał Zarząd Gminy Wyznaniowej, który stanowił władzę zwierzchnią nad gminą żydowską, był wybierany na okres 4 lat i składał się z ośmiu członków. W latach trzydziestych funkcję przewodniczących Zarządu Gminy Żydowskiej w Bodzentynie sprawowali między innymi Josek Sztarkman, Josek Federman, Majer Szachter i Nusyn Szachter. Do zadań gminy wyznaniowej poza utrzymywaniem rabinatu należała opieka nad synagogą, mykwą i cmentarzem. Cmentarz – kirkut był miejscem najwyższej czci i szacunku. Znajdujące się na nim nagrobki macewy były bogato zdobione. W latach trzydziestych XX wieku cmentarz ogrodzono i wybudowano drewniany dom dla stróża. Sprawne funkcjonowanie Zarządu Gminy Wyznaniowej Żydowskiej zależało od jej politycznego składu. W Bodzentynie był on zdominowany przez ortodoksów.
Zaraz w pierwszych tygodniach okupacji powołano Radę Starszych Żydów, na czele której stanąłM. Silbersztajn. Starozakonnych zaczęto zapędzać do pracy w fabrykach -w Suchedniowie, w Starachowicach i Skarżysku Kamiennej. Ograniczano stopniowo ich wszelkie prawa. Niemcy spędzali do Bodzentyna Żydów wysiedlanych z okolicznych wsi i miasteczek anawet zPłocka. Wśród przesiedlonych znalazła się rodzina Dawida Rubinowicza autora Pamiętnika. W Bodzentynie przed II Wojną Światową mieszkało ponad 1000 Żydów, którzy zajmowali się handlem i różnymi usługami. W latach okupacji liczba Żydów wzrosła – w 1940 roku wynosiła 1400, a w 1941 roku już ponad 3700. Nic więc dziwnego, że panowały straszne warunki mieszkaniowe i sanitarne. Ogromna większość ludności żydowskiej przymierała głodem. Władze niemieckie zabroniły Żydom wychodzić z Bodzentyna, uznając faktycznie całe miasteczko za getto.
Pod konie września 1942 roku wszystkich Żydów z Bodzentyna pieszo popędzono na stację kolejową w Suchedniowie. Tu załadowano ich do przygotowanych bydlęcych wagonów wysypanych wapnem i skierowano przez Małkinię do obozu zagłady w Treblince. Żydów ocalałych z Bodzentyna było bardzo mało, ale niektórzy z nich żyją do dziś.
Ludność żydowska ze swą oryginalną kulturą i obyczajami wywierała znaczący wpływ na funkcjonowanie i wizerunek Bodzentyna w XIX i XX wieku. Druga Wojna Światowa przerwała harmonijną egzystencję Polaków i Żydów i przyniosła zagładę tysiącom bodzentyńskich Żydów, po których pozostał tylko kirkut.
Dawidek Rubinowicz urodził się 27 lipca 1927 r. Jego ojciec Josek (Józef) był mleczarzem we wsi Krajno nieopodal Kielc. Matka imieniem Tauba prowadziła dom, wychowywała dzieci i często udzielała pomocy medycznej sąsiadom z okolicy. Była akuszerką, potrafiła opatrywać rany, doradzała jak radzić sobie z drobnymi dolegliwościami. Dawidek miał młodsze rodzeństwo, siostrę Manię i nieznanego z imienia braciszka. Mieszkańcy Krajna dobrze żyli z rodziną Rubinowiczów. Niewiele rodzin żydowskich mieszkało w podkieleckich wioskach. Do 1942 r. w Krajnie mieszkało zaledwie siedem rodzin żydowskich.
Dawidek uczył się w polskiej szkole. Z zachowanego szkolnego świadectwa ukończenia klasy szóstej z 21 czerwca 1939 r. dowiadujemy się, że był dobrym uczniem. Jego koleżanki i koledzy zapamiętali go jako chłopca otwartego, koleżeńskiego, uczynnego a nade wszystko ciekawego świata. Rówieśnicy i nauczyciele lubili go. W szkole stawiano go za wzór ucznia. Nauki w klasie siódmej już nie rozpoczął – 1 września 1939 r. wybuchła wojna. Miał wtedy 12 lat.
Nowe doświadczenia były intrygujące dla chłopca ciekawego świata. Postanowił notować swoje spostrzeżenia w dzienniku. Notatki sporządzał prawie codziennie w pięciu szkolnych zeszytach. Te z 1940 r. obejmują zaledwie osiem i pół strony pierwszego zeszytu. Są pisane niezbyt wyrobionymi literami, ale bardzo starannie i czytelnie. Zapiski są bardzo oszczędne, po dziecinnemu lakoniczne, a sformułowania bardzo bezpośrednie. Rozpoczął je sporządzać 21 marca 1940 r., a więc miał wówczas niespełna 13 lat.
W 1941 r. Dawidek notuje częściej i regularniej. Opisy sytuacji są obszerniejsze a przemyślenia głębsze i bardziej osobiste. Pismo chłopca jest mniej staranne, drobniejsze i bardziej wyrobione. Na okładce piątego zeszytu widnieje odbicie w różowym tuszu pieczątki z napisem: „D. Rubinowicz Bodzentyn ul. Kielecka nr 13”. To nowy adres, pod którym rodzina zamieszkała po przesiedleniu do getta w Bodzentynie. Zapiski z pięciu miesięcy 1942 r. mieszczą się w ostatnim zeszycie, w którym brakuje ostatnich pięciu stron. Ostatnia linijka tekstu opisującego wydarzenia z 1 czerwca 1942 r. kończy się początkiem nowego zdania. Być może Dawidek kontynuował swoje notatki...? Tego niestety nie wiemy.
Dalsze losy rodziny Rubinowiczów nie są znane. Możemy się ich tylko domyślać i próbować rekonstruować na podstawie skąpych i pośrednich źródeł. W sobotę 19 września 1942 r. Niemcy przystąpili do likwidacji getta w Bodzentynie. Ludność żydowską z getta skierowano do oddalonego o 17 kilometrów Suchedniowa. Akcja wysiedleńcza przebiegała podobnie jak w większości małych gett dystryktu radomskiego i charakteryzowała się szczególnym okrucieństwem. Mieszkaniec Bodzentyna i świadek tamtych chwil – Jan Fąfara - wspomina: „Alarm rozpoczął się o 8 rano. Zaczęto bić w dzwony, a żandarmi i policja żydowska chodzili po mieście od domu do domu, gdzie mieszkali Żydzi i wypędzali nieszczęśliwych z mieszkań. [...] Chorych oraz starych, zniedołężniałych i dzieci członkowie ich rodzin wynosili na plecach. Razem z Żydami ze Słupi Nowej poprowadzono wszystkich poprzez Wzdół Rządowy i Michniów do Suchedniowa. Ile godzin trwała ta golgota? Po rowach leżało potem pełno zamordowanych, przeważnie kobiet, ludzi starych i dzieci. Obok nich walały się porzucone tobołki z ich osobistymi rzeczami.” Brutalny terror miał na celu sparaliżowanie jakiejkolwiek próby oporu wysiedlanych. Zaszczuci w ten sposób ludzie, przestraszeni i zdezorientowani stawali się apatyczni i kompletnie podporządkowani woli swoich katów.
W poniedziałek 21 września, w dniu uroczystego święta żydowskiego Jom Kipur załadowano zgromadzonych na stacji w Suchedniowie do wagonów towarowych. Pociąg z „deportowanymi”, zgodnie z niemieckim rozkładem jazdy nr 587, wyruszył do stacji docelowej Treblinka. Wśród przywiezionych do Treblinki 22 września 1942 r. był też Dawidek Rubinowicz z rodzicami i rodzeństwem. Na pewno rodzina została rozdzielona. Matka wraz z młodszymi dziećmi, została oddzielona od męża i syna. Dawid miał wtedy skończone 15 lat i zapewne zginął wraz z grupą mężczyzn. Po 4 godzinach i 35 minutach pociąg, który przywiózł Żydów do Treblinki, już jako pusty, wyjechał po następnych „deportowanych”.
***
Dziennik Dawidka Rubinowicza jest szczególnym świadectwem losu żydowskiego chłopca w czasach Zagłady. Dlaczego Dawidek postanawia pisać dziennik? Czy robi to z tych samych powodów co Anna Frank? Z jakiego powodu syn mleczarza z Krajna, w rodzinie którego nie było tradycji literackich, sięgnął po pióro i zaczął spisywać dzień po dniu swe doświadczenia w sytuacji narastającej grozy? Bezpośrednich odpowiedzi na te i inne pytania nie ma w tekście dziennika. Wolno nam jednak ich szukać, domyślać się ich. Dawidek na pewno chciał je nam przekazać.
Dzięki zapiskom Dawidka możemy obserwować, jak zacieśnia się pętla wokół kieleckich Żydów, aż do ostatniej chwili, do komór gazowych w Treblince. Język dziennika, sposób opowiadania nie tylko o wydarzeniach, które dzieją się wokół, ale i przemyśleniach, a nade wszystko odczuciach i emocjach Dawidka, czyni z dziennika nieocenione źródło poznania i zrozumienia tego co się wydarzyło. Dawidkowi zawdzięczamy bezcenne świadectwo losu setek tysięcy takich jak on - dzieci żydowskich, którym nie dane było dorosnąć.
Strona internetowa powstała przy współfinansowaniu Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej w ramach Programu Operacyjnego Fundusz Inicjatyw Obywatelskich.